Menu / szukaj

Los odmieniony

Zakonnicy modlą się w monasterze w ciszy swoich cel.
Jeden z nich bardzo cierpi. Choruje na raka od kilku miesięcy. Ani życia, ani umierania. Leki przeciwbólowe już nie działają, jedynie różaniec włożony do wyschniętej dłoni mnicha przynosi chwilowe ukojenie.

Czytaj więcej

Umieranie

Zmierzała po zasuszoną staruszkę, która od dwóch dni trzymała w ręku różaniec. Z chłodnym uśmiechem dotknęła jej czoła, gdy ostatnie tchnienie opuściło jej ciało. Wokół rozbrzmiały tęskne pieśni unoszące się w niebo z dymem gromnic. Ludzie przyzywali Aniołów i wybaczenia Boskiego.

Czytaj więcej

Skok

Stał na brzegu, wpatrując się w brunatną toń wody. W tym miejscu zbiornik miał zawsze taki dziwny, głęboki kolor. Wspominał teraz to wspaniałe uczucie, gdy woda opatulała go zimnym dotykiem, zmywając jednym, nachalnym ruchem pot przyklejony do skóry. Dzieląc swym lustrem świat na tajemniczy, kojący w głębinach i ten brudny ponad powierzchnią. Wtedy lubił nurkować sam.

Czytaj więcej

Słowo leczące

W klinice panował spory ruch. Wdrażano nowe badanie naukowe, dwóch młodych lekarzy miało dziś bronić prac doktorskich. Profesor i adiunkci zajęci byli przygotowaniem referatów na międzynarodowe sympozjum medyczne.

Na tą chwilę trafił do kliniki pan Roman, drwal, co kiedyś podkowy koni własnymi rękami łamał, dopóki nie zamieniono koni pociągowych na mechaniczne. Leżał teraz jak kłoda na klinicznym łóżku i nie miał sił, by podnieść do góry głową.

Czytaj więcej

Sen o wolności

Dolina Dnia Codziennego zakotłowała się niepokojem, gdy jeźdźcy wbili się w nią klinem od strony bagien. Demony okrakiem siedziały na plecach nieszczęsnych istot. A coraz paskudniejsze były oblicza prących w dolinę demonów. A coraz bardziej zalęknione były serca nieszczęśników pod nimi.

Czytaj więcej

Miłość ocalona przed światem

Ta sprawa śmierci Antka i Hanki z 1949 roku bardzo mocno wpisała się w moją pamięć tamtych czasów i wpłynęła na losy wielu ludzi w naszej wiosce.

Wszystko zaczęło się latem, gdy we wsi pojawił się Antek. Nikt go nie znał, wiedzieliśmy tylko, że nazywał się Antek i miał szczególną smykałkę do kowalskiej roboty. Zauważył to także nasz miejscowy kowal, Józek Dudka, bo szybko chłopaka zatrudnił w swojej kuźni i od tej pory żadna podkowa nie odpadła od końskiego kopyta, a koła drabiniastych wozów toczyły się cicho nawet po wyboistej drodze wiodącej przez Sromowce.

Czytaj więcej