Menu / szukaj

Muzeum w środku pola

Co łączy polskie miasto portowe, most, który został zbudowany we Flandrii Zelandzkiej podczas II Wojny Światowej i znajdujące się w Axel muzeum? Wszystkie trzy miejsca otrzymały swoje imię od nazwy Gdynia.

Jesienią 1944 roku alianci wyzwolili Flandrię Zelandzką. Miasto Axel zostało oswobodzone przez oddziały polskie. Żołnierze toczyli nie tylko walkę z wrogiem, ale i z wszechobecną wodą. Dlatego budowali mosty, jak ten koło Axel. Most otrzymał nazwę Gdynia, ponieważ budujący go polscy żołnierze pochodzili z miasta o tej samej nazwie. Do dziś stoi tam tablica upamiętniająca te wydarzenia.

Kilkadziesiąt lat później, w latach siedemdziesiątych, pewien sześcioletni chłopiec zaczął interesować się II Wojną Światową i kolekcjonować militarne parafernalia. Chłopiec nazywał się Mario Maas i pochodził z miasta Axel. Żołnierskie przedmioty skupował na targach i w sklepach z używanymi rzeczami. Kiedy w okolicy zrobiło się głośno o zainteresowaniach chłopca, ludzie sami zaczęli przynosić mu historyczne przedmioty, które przechowywali dotąd w piwnicy albo na poddaszu. I tak kolekcja małego Mario z roku na rok stawała się większa.

Wiele lat później, w roku 2011 przyjechałam do Holandii i postanowiłam na własne oczy zobaczyć rezultaty jego starań. Okazało się, że Mario Maas przygotował w międzyczasie wspaniałą wystawę tych zbiorów w swoim prywatnym – otwartym kilka lat wcześniej, bo w 2004 roku – muzeum, dla uczczenia sześćdziesięciolecia wyzwolenia Holandii.

Muzeum znajduje się poza miastem. Przystanek autobusu kursującego z Axel do Hulst, także znajduje się dość daleko od muzeum. Na szczęście był to piękny dzień na początku maja, świetnie nadający się do długiego spaceru w spokojnej zelandzkiej okolicy. Nagle pośród pola zobaczyłam stojącą stodołę, ale nawet przez myśl nie przeszło mi, że to może być miejsce, którego szukam. Dopiero, kiedy podeszłam bliżej, zobaczyłam napis na bramie: Muzeum Gdynia. Kto by pomyślał? Przemierzasz nagi, pusty kawałek krajobrazu Holandii z krowami w tle i nagle ogarnia cię poryw polskiego patriotyzmu. Zupełnie, jak cofnięcie się w czasie.

Jakby znikąd, pojawia się miły staruszek. Okazuje się, że nazywa się Roland Maas i jest ojcem Mario. Jego syna nie ma w domu, jest akurat w Polsce. Oczywiście w Gdyni, by zacieśniać więzy przyjaźni pomiędzy muzeum i miastem.

Oficjalnie muzeum było tego dnia zamknięte, ale gdy powiedziałam, że przyjechałam do Axel z Polski, wystarczyło to, by otworzyć mi drzwi. Stodoła jest jedynym budynkiem, który zachował się jeszcze z czasów przedwojennych. Wszystkie inne gospodarstwa zostały wtedy zniszczone. Stodoła znajdowała się w sercu działań wojennych w 1944 roku. Chronili się w niej polscy żołnierze.

Pan Maas oprowadził mnie po swojej kolekcji. Wystawa wywarła na mnie ogromny wpływ, nie tylko ze względu na ilość interesujących obiektów, ale przede wszystkim – ich różnorodność. Stały tam jeepy, różne atrybuty wyposażenia technicznego, broń, żołnierska aparatura i naturalnej wielkości manekiny, ubrane w polskie i niemieckie mundury. Niektóre z manekinów były tak ustawione, że inscenizowały scenki wojenne, co sprawiało wrażenie, że oto patrzy się przez wizjer fotoplastykonu. Znajdujące się tam też przeróżne medale, naramienniki, ordery i inne insygnia militarne były dla mnie bardzo interesujące, tak samo jak dokumenty, listy, afisze i plakaty z tamtych czasów. W niektórych witrynach znajdowały się także książki o II Wojnie Światowej. Okazało się też, że pan Maas posiada ogromną wiedzę na temat wojny, zwłaszcza na temat wydarzeń we Flandrii Zelandzkiej, a w dodatku jest prawdziwym gawędziarzem.

Muzeum nie jest duże, ale urządzone w nowoczesny i interesujący sposób. Wystawa urządzona w tym niezwykłym miejscu ma specyficzną atmosferę, która jest tak ważna, by doświadczyć historii w muzealnym kontekście. Pomagają w tym także filmy, dźwięki i przeróżne rekonstrukcje historyczne.

Z powrotem do Axel mogłam wrócić z moim przewodnikiem. Zaprosił mnie na lunch, który zjadłam z nim i jego miłą żoną. Opowiedzieli mi bardzo dużo o swojej sympatii do Polaków, dobrych stosunkach z nimi, a także o swoich polskich przyjaciołach i znajomych.

Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze przy pomniku poświęconym polskim żołnierzom, którzy polegli na tych terenach, udekorowanym po obu stronach flagami Polski i Holandii. Na tablicy pamiątkowej znajduje zdanie „Za wolność waszą i naszą” – napisane po polsku.

Gdy tylko wróciłam do Polski, wysłałam do tego uroczego muzeum pocztówkę z gorącymi pozdrowieniami z Krakowa. Nigdy nie zapomnę tej gościnności na środku pustkowia!

Marta Kargól