Menu / szukaj

Role mężczyzny i kobiety: 60 lat temu w Holandii

Mężczyzna pracuje, kobieta dba o dom i dzieci

Podczas gdy obecnie wydaje się najzwyklejszą sprawą na świecie, że mężczyźni i kobiety chodzą do szkoły, studiują i szukają pracy, jeszcze 60 lat temu Holandii było zupełnie inaczej. Kobiety chciały szybko i młodo wyjść za mąż, urodzić dzieci i poświęcić się w zupełności dbaniu o dom i wychowaniu dzieci. Kobiety, a z pewnością, te, które miały dzieci, nie wykonywały płatnej pracy poza domem. Kilka lat wcześniej, w 1956 roku, holenderska kobieta musiała pytać swojego męża o zgodę, aby móc podpisać umowę o pracę. A w jeszcze wcześniejszym okresie praca kobiet jako urzędników była wręcz zabroniona. W latach sześćdziesiątych bezpieczeństwo socjalne kobiety było nierozerwalnie związane z jej małżeństwem. Był to rodzaj ubezpieczenia na życie: jako żona, kobieta miała zapewnione bezpieczeństwo finansowe, ale jednocześnie była finansowo zależna od swojego męża.

W tych czasach zdarzały się oczywiście kobiety, przede wszystkim niezamężne, które miały pracę. Pracowały głównie jako pielęgniarki czy nauczycielki w szkołach, głównie, podstawowych. Stosownie do ogólnego przekonania, że praca związana z opieką i wychowaniem pasuje do natury kobiety. Dziewczeta w większości szybko kończyły szkołę, aby następnie pracować na przykład w biurach, sklepach lub w fabrykach, aż do wyjścia za mąż. Holenderskie słynne „dziewczęta z Verkade”, które w tamtych czasach pracowały przy taśmie produkcyjnej w słynnej holenderskiej fabryce ciastek o tej nazwie, stały się symbolem krótkiego, radosnego, a czasami i nieco szalonego okresu pomiędzy szkołą a troskliwą zależnością, która czekała je w małżeństwie. Oznaczało ono bowiem dla prawie wszystkich kobiet koniec płatnej pracy. A większość dziewcząt, ponad 90%, w końcu wychodziła za mąż. Ponadto zawierały związki małżeńskie bardzo wcześnie. Średnia wieku wynosiła w 1970 roku 23 lata.

Co zmieniło się po 1960 roku?

Rynek pracy cierpiał na brak personelu. Najpierw braki można było zauważyć w szkolnictwie, następnie dały się we znaki przemysłowi. Jednocześnie coraz więcej kobiet podejmowało studia zawodowe i uniwersyteckie. Owe możliwości budziły jednocześnie konflikt wewnętrzny u kobiet. Przekonanie, że zadaniem kobiety jest dbanie o ognisko domowe, nie było zapisane w prawie, ale tkwiło głęboko zakorzenione w głowach zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Tak głęboko, że w momencie, kiedy kobieta musiała wybierać pomiędzy pracą zawodową a rodziną, najczęściej wygrywała jednak rodzina.

Ten konflikt jeszcze długo doskwierał kobietom. W czasach wyżu demograficznego (Nid. babyboomgeneratie), liczba kobiet chcących studiować i pracować szybko rosła. Rozwój własnych talentów, niezależność finansowa, nawiązywanie kontaktów i wpływanie na innych bardzo je pociągały.

W latach siedemdziesiątych zjawisko to stało się wręcz kwestią polityczną. Ruchy kobiece i stowarzyszenia kobiet w związkach zawodowych żądały równych praw dla kobiet do wykonywania pracy i dostępu do czegoś, co dotąd było właściwie wyłącznie męską domeną: zwracały uwagę na ogromne braki w wykształceniu kobiet. Pod hasłem „Maria jest coraz mądrzejsza” (Nid. Marie wordt steeds wijzer) organizowały szkoły średnie dla dorosłych kobiet, tak zwane moedermavo, i kursy nauk społecznych, tak zwane VOS-cursussen od hasła „Vrouwen oriënteren zich op de samenleving” – „Kobiety w poszukiwaniu swojego miejsca w społeczeństwie”. Dzięki tym inicjatywom kobiety po trzydziestce i czterdziestce również uzyskały możliwość nadrobienia braków w wykształceniu i tym samym zwiększenia swoich szans na zdobycie płatnej pracy.

Wejście na rynek pracy

Ze względu na braki sił roboczych, tam, gdzie dotąd pracowały młode, (jeszcze) niezamężne kobiety, to jest w sklepach, w biurach i fabrykach, wchodzą na rynek pracy kobiety, które również po zawarciu związku małżeńskiego chcą jeszcze popracować. Pomaga im w tym Unia Europejska, która zobowiązuje Holandię do zmian w ustawodawstwie, mających zagwarantować kobietom i mężczyznom jednakowy dostęp do pracy i równe traktowanie z życiu zawodowym. Wywołuje to gorące dyskusje. Rząd ociąga się z wprowadzeniem reform i przekracza termin wyznaczony na 1979 rok. Reformy napotykają ogromny opór. Przecież nie może być tak, że mężczyznę, jedynego żywiciela rodziny, można zwolnić prędzej tylko dlatego, że pracuje krócej niż kobieta, której mąż i tak zarabia?! A to są właśnie zmiany, których żąda Unia Europejska. Dopiero w 1986 kobiety uzyskają równe prawa do świadczeń społecznych, takich jak zasiłek dla bezrobotnych czy prawo do emerytury państwowej AOW. Prawo do dodatkowej emerytury pracowniczej będzie jeszcze w latach osiemdziesiątych dla kobiet niedostępne. Ponadto, dochody kobiety, uważane za drugie dochody w rodzinie, są znacznie wyżej opodatkowane.

Na rynku pracy. I co dalej?

Dostawszy się wreszcie na rynek pracy, kobiety nie mają jednak łatwego życia. Pracodawcy i męscy koledzy w pracy muszą się w jeszcze przyzwyczaić do obecności kobiet. Wynagrodzenie kobiet jest znacznie niższe niż mężczyzn. Ich stawka godzinowa jest o 25% niższa, pomimo obowiązującej od 1975 roku ustawy o równym wynagrodzeniu, zabraniającej różnicowania wynagrodzenia w zależności od płci. Kobiety nadal zdane są na ograniczony wybór zawodów i niższe stanowiska. W wielu przypadkach awans jest właściwie niemożliwy. Kontakty męsko-damskie w miejscu pracy również pozostawiają wiele do życzenia. Mówi się o różnych formach dyskryminacji i o nowym zjawisku, które szybko zostanie określone (nowym) terminem „napastowania seksualnego”.

A jednak zdarzają się uparte jednostki, które – również dzięki dobremu wykształceniu – zdobywają mocną pozycję na rynku pracy. To właśnie one, jako pierwsze, podają w wątpliwość coś, co dotąd było oczywiste. Dlaczego właściwie kobieta musi rezygnować z płatnej pracy w momencie narodzin dziecka? Przecież tatusiowie też dalej pracują. A czy to oni nie mogliby poświęcać więcej czasu na opiekę i wychowanie swojego potomstwa? I gdzie są te dobre warunki socjalne, które stwarzają inne państwa, aby umożliwić połączenie pracy i opieki nad dzieckiem?

Walka o urlop wychowawczy i instytucjonalną opiekę nad dziećmi rozpętała się na dobre w latach osiemdziesiątych. W 1989 roku wchodzi w życie ustawa o (bezpłatnym) urlopie wychowawczym – znowu dzięki żądaniom i terminom Unii Europejskiej. W tym samym roku rząd uwalnia wreszcie środki na instytucjonalną opiekę nad dziećmi. Praca nad jakimkolwiek, minimalnym systemem opieki – na razie tylko w przypadku dzieci do czterech lat – jest wówczas jeszcze w powijakach.

To dzięki zmianie nastawienia i stworzeniu korzystnych warunków na początku lat dziewięćdziesiątych definitywnie upada tradycja kobiet rezygnujących z pracy ze względu na dzieci. Początkowo dotyczy to głównie kobiet w wyższym wykształceniem. Około roku 2000 dołączają kobiety z wykształceniem średnim. Kobiety z niższym wykształceniem, najczęściej jednak nadal rezygnują z płatnej pracy po urodzeniu pierwszego dziecka.

Źródło: www.emancipatie.nl

Ten post dostępny jest również w Holenderski (Nederlands)