Menu / szukaj

Aspiryna – samo zło

Nie może być inaczej. W tej tabletce musi być coś więcej, niż do tej pory sądziłam, że jest. Jak to dobrze, że mnie przeziębienie dopadło wreszcie tutaj, w Holandii. Bo bym się w Polsce, co mi grozi, nie dowiedziała.

Jak wiecie, aspiryna, niekoniecznie ta najsławniejsza (nazwy nie podam, niech najpierw zapłacą za reklamę), ale i każda inna, która do owego miana aspiruje, jest w Polsce obecna wszędzie. Niektórym wyskakuje nawet z lodówki, jeśli przejęli się tym gadaniem, że leki to tylko w lodówce trzymać należy, bo inaczej pleśnieją. Czy jakoś tak.

I to właśnie rzuciło mi się w oczy jako pierwsze. Brak aspiryny. No, nie ma. W Polsce to nawet przy kasie w każdym markecie można ją dostać. Ale nie w Niderlandach. Osobisty Holender rzucił myśl, żeby pojechać do apteki. Słusznie. Tam na pewno znajdę tę cudowną pigułkę, która usuwa u mnie w dwa dni cieknący nos i paskudne łaskotanie w gardle.

Pani farmaceutka zapytana o aspirynę jakoś dziwnie posmutniała. Albo może to był ten rodzaj powagi, jaki zasnuwa oblicze nauczyciela, gdy widzi ucznia-głupka. Zwykłe: „proszę jedno opakowanie aspiryny”, uruchomiło potok słów. Z potoku pojęłam tylko, że grożą mi dziury w żołądku oraz kalectwo wszystkiego. Na usprawiedliwienie pani farmaceutki powiem tylko, że mój holenderski jeszcze doskonały nie jest.

Pani mówiła, a ja poczułam, że zaczynam się gotować. I nie był to objaw menopauzy, wiem, co mówię. Do cieknącego nosa i drapiącego gardła dołączył teraz ból głowy. Postanowiłam jednak raczej rozpaść się z gorąca, niż otworzyć gębę, która jest u mnie niewyparzona. W przeciwieństwie do opanowanych Holendrów.

Aspirynę w końcu dostałam, chociaż mój osobisty Holender twierdził, że musiał pani wytłumaczyć, iż ja pochodzę z długowiecznej rodziny i tak szybko dobić to mnie się nie da. Słowianie to narody raczej mocno odporne, w końcu nawet komunizm przetrwały.

Kiedy przeziębienie dopadło mnie po raz kolejny, postanowiłam spróbować dostać aspirynę w popularnej sieci drogerii (nazwy też nie podam, oczywiście, niech najpierw kupią reklamę), gdyż tam, zupełnie przez przypadek, specyfik ten dostrzegłam, wiszący swobodnie na wieszaczkach. Pomyślałam więc, że nareszcie mój aspirynowy problem w Holandii zostanie rozwiązany.

O naiwności! Dziewczyna przy kasie nagle spoważniała. Skąd ja to znałam… Po czym poinformowała mnie, że od aspiryny mogę dostać dziur w żołądku oraz kalectwa wszystkiego. „Kupujesz na własne ryzyko, nie bierz więcej, niż dwie tabletki dziennie przez kilka dni”. – poinformowało mnie dziewczę. Zagotowałam się jakby mniej. Mówią, że człowiek się do wszystkiego przyzwyczai.

Teraz z Polski wlokę do Holandii za każdym razem przynajmniej dwa opakowania aspiryny. Która, jak wiemy w kraju nad Wisłą, pomaga na wszystko.

O czym Wam, drodzy Czytelnicy, zupełnie za darmo, uprzejmie donoszę.

Ewa Grochowska

 

Ten post dostępny jest również w Holenderski (Nederlands)