Menu / szukaj

Walka

Walczyli o jego życie. Początkowo agresywnie, szpital, operacja, chemioterapia. Najpierw wśród pełnych nadziei słów chirurga, potem ze złowieszczym piętnem słowa
„ paliatywny”.


Słabł. Pojechali na mszę uzdrowienia do Częstochowy. Tam ksiądz, święty człowiek położył ręce na jego głowie, chwilę się modlił i wypowiedział tylko dwa słowa:
– Przygotuj się.
Spojrzał na chorego pełnymi ciepła oczami i wykonał nad nim znak krzyża. Kilka dni było lepiej. Potem on i rodzina usiedli wieczorem do kolacji. On prosił ich o wybaczenie wszystkiego, co było z jego strony złe. Oni prosili o to samo. Z płaczem padli sobie w objęcia. Potem modlili się wspólnie. Ostatnią spowiedź z całego życia odbył już w szpitalu. Trzy dni przed śmiercią poprosił o wypis, by umrzeć w domu, wśród swoich.
Walczył o życie, a śmierć stała się częścią tej walki. Bóg dał mu świadomość umierania i pogodzenie z nieuchronnym. Bolało go, ale nie cierpiał.

Walka o jej życie zaczęła się kilka lat wcześniej, niż pojawiły się objawy choroby. Zaprzyjaźniony ksiądz podczas spowiedzi zaklinał ją, by zaprzestała chodzenia do bioenergoterapeutów i by nie leczyła wnuków homeopatią.
Prześwietlenie kręgosłupa było jak uderzenie obuchem siekiery w głowę. Przerzuty raka zniszczyły już trzy kręgi. Ognisko pierwotne nieznane, ale jakie to ma wtedy znaczenie. Dzieci odmówiły przyjazdu z Anglii, by się nią zająć. Kilka telefonów uświadomiło jej, że źle je wychowała. One patrzyły na to inaczej. Pojechała do wróżki. Po seansie zaczęły się lęki. Spróbowała szantażu majątkiem. Dzieci odpowiedziały, że może wszystko zapisać na schronisko dla psów.
Do hospicjum trafiła na sześć miesięcy od rozpoznania rozsiewu choroby. Gdy ksiądz przychodził a Panem Jezusem, odwracała głowę. Znieczulona morfiną cierpiała katusze.
Walczyła o życie, ale jej walka okazała się tylko przedsionkiem ciemności. Umarła o trzeciej w nocy. Ciała nie odebrał nikt.
Autor: Andrzej Chodacki