Menu / szukaj

Umieranie

Zmierzała po zasuszoną staruszkę, która od dwóch dni trzymała w ręku różaniec. Z chłodnym uśmiechem dotknęła jej czoła, gdy ostatnie tchnienie opuściło jej ciało. Wokół rozbrzmiały tęskne pieśni unoszące się w niebo z dymem gromnic. Ludzie przyzywali Aniołów i wybaczenia Boskiego.


Lubiła tą pieśń o anielskim orszaku. Gdy dostrzegła zarys tych delikatnych istot w oddali, zawsze rozmyślała w nabożnym skupieniu, że zamysł Stwórcy nie został zaprzepaszczony.

Wracając odwiedziła wielki kliniczny szpital. Pośród całego tego hałaśliwego sprzętu, zgiełku i ruchu dostrzegła naszpikowanego rurkami człowieka, leżącego na izolatce. Wzywał jej pomocy już w nocy, zanim tu trafił. Stali nad nim siwi, godni mężczyźni, dywagując, co należy zrobić, by uratować jego życie.

Uśmiechnęła się, tym razem z pobłażaniem. Chory otworzył oczy i poprosił, by podano mu „zimnej wody ze studni”. Nikt go nie słuchał. Już po chwili poprzez szum maszyn zaczęły docierać kolejne, coraz bardziej nerwowe komendy. Ciało pacjenta podrygiwało przypalane prądem. Pielęgniarki biegały, potykając się o rozrzucone kable. Po jakimś czasie godni, siwi mężczyźni odstąpili od ratowania chorego, argumentując, że sam sobie był winny.

Poczekała jeszcze trochę, aż odłączą go od tych wszystkich urządzeń. Nikt nawet nie wspomniał w myśli o tym, że oto dusza wraca na błogosławiącą rękę Boga. Nikt nie pokazał jej, zalęknionej, w jakim kierunku ma się udać.
Godni mężczyźni odeszli, by ratować kolejne życie.

Autor: Andrzej Chodacki