Menu / szukaj

Skok

Stał na brzegu, wpatrując się w brunatną toń wody. W tym miejscu zbiornik miał zawsze taki dziwny, głęboki kolor. Wspominał teraz to wspaniałe uczucie, gdy woda opatulała go zimnym dotykiem, zmywając jednym, nachalnym ruchem pot przyklejony do skóry. Dzieląc swym lustrem świat na tajemniczy, kojący w głębinach i ten brudny ponad powierzchnią. Wtedy lubił nurkować sam.


Właściwie dziś żałował, że zabrał ze sobą znajomych. Oni nie rozumieli wyjątkowości tego miejsca, jego podzielonej wewnętrznie struktury. Popijali teraz piwo na kocu rozłożonym przy brzegu, śmiejąc się i gestykulując. Ktoś zawołał jego imię:
– Panie Macieju! – usłyszał. – Maciek, musimy zmienić opatrunki.
Otworzył oczy. Szpital… koszmar… samotne gnicie…
Pielęgniarki już wchodziły z opatrunkową tacą przez białe drzwi, gdy nagłe zamieszanie wycofało je z powrotem na korytarz. Zdążył usłyszeć tylko, że ktoś zasłabł pod czwórką i ogarnęła go znów ta dziwna wizja.
Stał na brzegu, a znajomi machali do niego butelkami z piwem. Zaczął zdejmować spodnie i koszulę. Nie zauważył, że z koca poderwał się Tomek i ruszył, krzycząc w jego stronę. Ostatniej jesieni z brzegu wysypano w tym miejscu wiele wywrotek ziemi z pobliskiej budowy. Ale Maciek o tym nie wiedział. Ciężar miał już przeniesiony na lewą nogę, ręce wyciągnięte przed siebie. Już leciał, żegnany krzykiem biegnących za Tomkiem ludzi. Sekundę potem runął w wodę i poderwał się, czując szarpnięcie w karku. Przerażony otworzył oczy, krzycząc coś nieskładnie.
– Spokojnie, Maciek, zmienimy ci opatrunek – usłyszał znajomy głos Krysi, starszej pielęgniarki, która zwykle przemywała jego zakażone odleżyny na pośladkach.
Asystujące jej dwie młode stażystki z wyrazem obrzydzenia dźwigały sparaliżowane ciało mężczyzny, z trudem powstrzymując odruch wymiotny.
Autor: Andrzej Chodacki