Menu / szukaj

Stopniowo

Stopniowo wstaje dzień i słońce przebija się przez poranne mgły. Dojrzewa we mnie decyzja o pierwszej porannej kawie. Potem będzie trzeba coś „wcisnąć” do ust, choć wszystko smakuje jak popiół.

Stopniowo wyzbywam się rzeczy. Ten piękny szal na zimowe palto, już mi nie będzie potrzebny. Ciepłe, podszyte futerkiem rękawiczki podaruję bratowej.
Powoli dociera do mnie i zaczynam rozumieć, że czas jest naprawdę cenną rzeczą. Że niedokończony kwietnik w ogrodzie nie ma w tym kontekście żadnego znaczenia.
Przychodzą ludzie, stopniowo coraz rzadziej. Mąż i dzieci oddalają się a guz piersi rośnie stopniowo. Do życia potrzeba coraz mniej, w zasadzie dziś tylko trochę powietrza. Czy jutro będzie potrzeba więcej? Czy jutro będzie…?
Stopniowo wyrywa Bóg korzenie wrośnięte w ziemię, aby roślina, którą zasiał kiedyś mogła wędrować wyżej, ku jasności. Ponad przeżuwanie i zawłaszczanie. Ponad upór i narzekanie. Ponad chwilowe bytowanie, które właśnie stopniowo się kończy.
Autor: Andrzej Chodacki