Menu / szukaj

Opowiadanie: Szklany sen o dobrym świecie

Komputer zamrugał porozumiewawczo, jak oko umysłu łączącego mój świat z odległymi krainami. Z niemałą trudnością otworzyłem pocztę. Tylu ludzi napisało do mnie. Jakie to miłe.

Na przykład pan z Krajowego Rejestru Długów napisał:

„Powiedz, kto jest Twoim dłużnikiem i odzyskaj swoje pieniądze”.

Pomyślałem, że pani Franciszka spod czwórki pożyczyła ode mnie kiedyś trzydzieści złotych, że niby na karmę dla kota. Pieniędzy już więcej nie zobaczyłem, a kota nigdy nie pozwoliła mi pogłaskać. Kiedy siedzę na podwórku rano, często widzę, jak wyprowadza tego biedaka na smyczy. Kot na smyczy! Za kotem idzie jej smutny mąż. I choć nie ma paska na szyi jak Ambroży (to imię jej kota), to ciągle mam wrażenie, że także jest uwiązany na niewidzialnej nici do jej drapieżnych palców, do jej surowego spojrzenia.

Kolejny list i znów taka miła niespodzianka. Carrefour chce mi podarować:

„Gwiazdkowy Pakiet Podarunkowy”.

Są tu bony nawet do stu złotych i to zupełnie za darmo.

Albo na przykład list o treści:

„Mógłbyś zostać darczyńcą”.

Osiemnastoletni Szymon w wypadku stracił palce prawej dłoni. Chce dalej się uczyć, ale operacja kosztuje dwadzieścia trzy tysiące sześćset złotych. Wystarczy wpłacić pieniądze na konto tego młodego człowieka i jego życie może się odmienić. Zachowam ten list do wypłaty renty i wyślę mu coś. Ludziom trzeba pomagać.

Paulina Miler z TaxCare chce mi dać bezzwrotną pożyczkę do piętnastu tysięcy złotych. Wezmę od pani Pauliny te pieniądze i podaruję Szymonowi na operację ręki. Albo jeszcze lepiej. Napiszę do niej, żeby wysłała pieniądze prosto na konto Szymona. Tak! To najlepsze wyjście.

Idea Bank też chce mi dać „bezzwrotną pożyczkę od ręki”. Tylu dobrych ludzi wokół. Świat nie jest wcale taki zły, jak mówią w telewizji. Życie staje się piękniejsze, gdy człowiek może zrobić coś dobrego.

O! Jeszcze cegiełka na Centrum Rehabilitacji w Gdańsku. Fundacja „Pomóż i Ty” zbiera pieniądze. Im też wyślę z tego, co mi chce podarować pani Paulina Miler z TaxCare.

– Mateusz, wyjeżdżamy do lekarza, wyłącz komputer – przeczytałem na kartce, którą mi ktoś podsunął z tyłu. Poczułem zapach mojej mamy. Potem dłoń na mojej głowie. Ona jest taka dobra. Po wypadku mam trudności z mówieniem i prawie nie słyszę. No i ten wózek. Ale dziś mam powód do radości. Pomogłem innym ludziom. Szkoda, że nie mogę opowiedzieć wszystkiego mamie. Może wieczorem spróbuję jej o tym napisać.

Dobrze, mamo. Już wyłączam.

***

Wybuch śmiechu w pomieszczeniu obok wyrwał Brunona z zamyślenia nad wizerunkiem swojego nowego porsche, stojącego zaraz za oknem parterowego biura. Czy samochód był odpowiednio drogi i czy on jako właściciel jest przez to odpowiednio postrzegany? To były na tę chwilę dylematy trzydziestoletniego posiadacza fortuny zbitej, jak to zawsze określał – „na frajerach”. No i jeszcze, dlaczego ta głupia lafirynda nakruszyła wczoraj na skórzaną tapicerkę jego auta? I tak nie dała się puknąć. Umawia się zdzira, a potem buzi-buzi i „odwieź mnie do domu”. Razem z tym jej pretensjonalnym „proszę” na koniec.

Do biura Brunona wpadł jego kolega, trzymając się za brzuch. Twarz miał czerwoną, w oczach łzy.

Czyżby znów zaćpał? – zaniepokoił się Bruno, ale już po sekundzie dotarło do niego, że powodem reakcji Winicjusza, bo tak miał na imię jego wspólnik, są papiery, które ten trzymał w trzęsących się rękach.

– Ty, no nie uwierzysz! – zaczął Winicjusz, znów zanosząc się śmiechem.

Bruno nie lubił, gdy ludzie tak się śmieją. Chcąc przerwać tę dziecinadę, zapytał oschle:

– Jest ci co?

Tak pytała kiedyś w liceum jego nauczycielka rosyjskiego, wydymając przy tym z pogardą wargi.

– Ty, pamiętasz, jakie hasło wymyśliłeś ostatnio do ściągania kasy z internetu? – Winicjusz opanowywał się powoli. Ale brzuch wciąż trząsł mu się od tłumionej radości. Podsunął koledze papiery, a ten zaczął czytać:

– Piętnaście tysięcy… na operację Szymona, wyślijcie… Co to za bzdety?! – zdenerwował się Bruno, podnosząc wzrok na rozbawionego kolegę.

– No nie pamiętasz, jak wymyśliłeś tę bezzwrotną pożyczkę, używając imienia swojej byłej? – Winicjusz poważniał, z każdą chwilą gaszony chłodnym spojrzeniem wspólnika.

– A potem bajka o tym Szymonie, co mu upierdzieliło palce, nie pamiętasz?

– No i co? – burknął Bruno zniecierpliwiony szaradą w wykonaniu marnego komika.

– No to jakiś gość napisał nam, żebyśmy tę kasę, co niby chce dać Paulina, podarowali temu niby Szymonowi – tu Winicjusz znów parsknął śmiechem. – Czujesz, frajer zamiast wpłacić nam, to chce, żebyśmy my.. .– Nie dokończył, bo się zapowietrzył i łzy znów napłynęły mu do zwężonych śmiechem oczu.

– Debil jakiś – skwitował chłodno Bruno i wrzucił papiery do kosza, spoglądając za machającym ręką z bezsilności Winicjuszem. – Ilu wpłaciło?

– Dla twojego Szymona stu dwudziestu czterech, jest za co pohulać – odparł wyraźnie zadowolony Winicjusz – ale pamiętaj, teraz moja kolej na zmianę bryki, moja Q7 ma już dwa lata i kolor mi się znudził.

– Debil jakiś – dodał Bruno, spoglądając na kartkę leżącą na stole.

Właśnie zaczynał tworzyć błagalny apel do internautów o wpłatę cegiełki na hospicjum dla dzieci w Częstochowie.

Autor Andrzej Chodacki