Menu / szukaj

Ewa Szałwińska

Ewa Szałwińska przyjechała do Holandii w 1996 roku, zaraz po ukończeniu studiów polonistycznych na Uniwersytecie Opolskim. Jak sama przyznaje – głównym celem przyjazdu było podjęcie pracy na wydziale slawistyki Uniwersytetu w Amsterdamie. Szybko okazało się jednak, że rozpoczęcie pracy na terenie Królestwa Niderlandów w tamtym czasach, nie było takie proste. Ambicja i upór w dążeniu do celu pozwoliły jednak pokonać początkowe trudności. W efekcie, po wielu latach ciężkiej pracy, Pani Ewa zaliczana jest do grona najbardziej znanych przedsiębiorców polonijnych na terenie Holandii, o czym najlepiej świadczy fakt nominowania jej do tytułu Polaka Roku w prestiżowym konkursie organizacji Polonus. Zacznijmy jednak od początku.

Pierwsze trudności pojawiły się zaraz po przyjeździe. Okazało się bowiem, że pomimo małżeństwa z Holendrem, Pani Ewa nie otrzymała pozwolenia na stały pobyt w Holandii. Argumentem ze strony urzędników był fakt, że związek małżeński został zawarty na terenie Polski. Jak sama twierdzi: „Wówczas nie potrafiono ustalić na poziomie gminy, czy posiadam holenderskie obywatelstwo. Po raz pierwszy musiałam skonfrontować własne siły z bardzo szczegółowymi przepisami prawa emigracyjnego. Wprawdzie wielogodzinne rozmowy z urzędnikami pozwoliły w pewien sposób rozwinąć się językowo, to jednak trzeba dodać, że z uwagi na niewiedzę pracowników urzędów – były one w większości całkowicie bezowocne. Miałam poczucie, że jestem pierwszym takim przypadkiem w Holandii. Podsumowując, mój mąż był Holendrem, córka – Holenderką, a ja w oczach prawa – nadal pozostawałam Polką”.

Po długich urzędniczych perypetiach, niemożności rozpoczęcia studiów ani pracy, otrzymaniu nakazu natychmiastowego opuszczenia Holandii – sprawa znalazła swój finał w sądzie, który po rocznych procedurach ogłosił wyrok stwierdzający, że pani Ewa, od momentu przyjazdu do Holandii, posiadała holenderskie obywatelstwo. „Po oficjalnym otrzymaniu obywatelstwa zaczęła się burza mózgów. Chciałam pomagać wszystkim, którzy spotkali się w Holandii z podobnymi nieprzyjemnościami i trudnościami. Starałam się o pracę w przytułkach dla pokrzywdzonych kobiet i obozach dla uchodźców. Rozsyłałam dziesiątki CV, z wielką radością odkrywałam w sobie nowe talenty, a moja wiara w siebie wzrastała z dnia na dzień. Spotykałam się z ogromną życzliwością i szczerym podziwem mojego działania ze strony Holendrów”.

W tym momencie pojawiła się pierwsza propozycja pracy. Jednak także i w tym wypadku nie obyło się bez trudności, jednak – dla chcącego, nic trudnego: „Pracodawca wymagał posiadania prawa jazdy i własnego samochodu. Nie miałam ani jednego, ani drugiego. Pierwsz myśl – odmówić. Druga: wszystko jest możliwe, w końcu to tylko prawo jazdy! Po dwóch tygodniach miałam już prawo jazdy i pierwszy samochód, naturalnie – z wypożyczalni. Tak zaczęła się moja wieloletnia kariera w biurach pracy na stanowiskach menadżerskich i dyrektorskich. Przez ten czas zdobyłam ogromne doświadczenie i cenną wiedzę, które w końcu postanowiłam wykorzystać. W ten właśnie sposób w 2010 roku powstała firma Adviesol, a od 2014 – Adviespol BV”.

Postanowiliśmy więc zapytać Panią Ewę o powody, dla których zdecydowała się na własną działalność. Jak sama twierdzi: „Powodem założenia własnej firmy był fakt powstawania coraz większej ilości nieuczciwych biur pracy. Problem wyzysku pracowników stawał się coraz częstszy. Ponadto, mieli oni problemy z załatwianiem codziennych spraw związanych z życiem w Holandii: ubezpieczeniem, kontem bankowym, mieszkaniem czy zakładaniem firmy. W ten sposób wpadłam na pomysł rozpoczęcia działalności, która polegałaby na szeroko pojętym doradztwie prawno-administracyjnym dla Polaków mieszkających w Holandii”.

Taka forma działalności wymaga nie lada wysiłku i organizacji czasu. Dlatego też zapytaliśmy panią Ewę o to, jak wygląda jej typowy dzień pracy. Oto, co usłyszeliśmy w odpowiedzi: „Nigdy nie wiem, co przyniesie kolejny dzień. Poranki to zazwyczaj wizyty w urzędach i tłumaczenia. Do późnego wieczora przyjmuję klientów w biurze. Klienci nie muszą umawiać się z nami wcześniej. Przychodzą do nas z różnymi sprawami, a my staramy się pomóc im wszystkim. Klienci mówią o moim pokoju „pokój zwierzeń” i jestem z tego dumna! Ś.p. Jan Minkiewicz mówił, że jestem połączeniem Matki Teresy i kobiety biznesu. Nazywał to niełatwą, ale wyjątkową kombinacją”.

Zapytaliśmy również o to, jak pani Ewa opisałaby siebie, jako człowieka: „Od zawsze najważniejsi byli dla mnie ludzie, którzy mnie otaczają. Nie przywiązuję się do miejsc, przywiązuję się do ludzi. Rzadko popadam w konflikty, a jeśli nawet – zawsze mam nadzieję, że da się jeszcze „naprawić” daną znajomość. Nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych, jeśli ktoś zamknie przede mną drzwi – wchodzę oknem. W ten sposób należy doceniać i korzystać z możliwości, które otwiera przed nami Holandia. Pamiętajcie, że im trudniej coś osiągnąć, tym większa satysfakcja z osiągnięcia celu. Nieprzypadkowo zdecydowałam się opowiedzieć moją historię właśnie dla gazety poPolsku. W Holandii jest coraz więcej Polaków, którzy potrzebują i będą potrzebować wielu udzielanych przez Was informacji, dlatego też mam nadzieję, że moja historia zainspiruje kogoś do podzielenia się swoimi przeżyciami i doświadczeniami”.

Ten post dostępny jest również w Holenderski (Nederlands)